Digital art – odmłodzona i dostosowana do obecnych realiów tradycja

Sztuka jaką znamy ma zdecydowanie „namacalną” formę. Można ją zobaczyć w muzeach, na wystawach artystycznych lub w mieście podczas spaceru. Nie ograniczając się jedynie do obrazów, pojęcie sztuki wychodzi o wiele dalej niż same dzieła malarzy – przełomowe książki, które można przeczytać czy niesamowite rzeźby, które urozmaicają przestrzenie miast (kopia rzeźby Dawida). Wzruszające przedstawienia teatralne oraz upiększające nasze codzienne życie ceramiczne wyroby najznamienitszych artystów.

Te i wiele innych przykładów artystycznych talentów na naszym świecie, ugruntowały postrzeganie sztuki przez człowieka na przestrzeni tysięcy lat. A jak wiemy, przyzwyczajenia bywają ciężkie do zmiany – szczególnie te, które wydają się nam najbardziej naturalne i intuicyjne. Niemniej jednak, czy z tego powodu powinniśmy dyskredytować sztukę cyfrową nie zapewniając jej wcześniej możliwości obrony własnych zalet i dorobku? Postaram się wejść w ten temat głębiej i zastanowić się nad zaletami, ale również i wadami, które stoją za digitzalizacją sztuki.

Czym tak naprawdę jest digital art (ang. sztuka cyfrowa)?

Sztuka cyfrowa rozwinęła swoje skrzydła wraz z rozwojem technologii komputerowej. Szczególną datą dla wszystkich entuzjastów cyfrowej twórczości może być data wydania pierwszej wersji programu Photoshop – 1990 rok. Program ten zapoczątkował niesamowity wzrost zainteresowania komputerową edycją obrazów i stworzył nowy grunt dla przyszłych grafików. Poprzez sztukę cyfrową rozumiemy więc wszystkie dzieła, które powstały dzięki oprogramowaniu komputerowemu. Sam digital art ma wiele twarzy – grafiki komputerowe, animacje 3D czy też ilustracje. Ilu artystów, tyle pomysłów na wykorzystanie dostępnych narzędzi, można je z łatwością łączyć i znajdować coraz to ciekawsze i niestandardowe efekty.

Sam digital art jest obszarem zainteresowania wielu młodych ludzi, jego dostępność zdecydowanie gra tutaj ogromną rolę, co też sprawia, że bariera wstępu jest mniejsza i łatwiejsza do przejścia niż w przypadku tradycyjnej sztuki. Każdy z nas ma dostęp do komputera, a dzięki modelu subskrypcyjnego Photoshopa, większość może uzyskać dostęp do potrzebnych narzędzi nie wychodząc z domu – ogrom poradników i tutoriali na Youtube również zapewnia łatwy i przystępny sposób na wejście w ten świat. Sam jestem tego przykładem, bo udało mi się nauczyć programu muzycznego Ableton jedynie za pomocą filmików na YT. Więc dla chcącego nic trudnego!

W takim razie, jak ten krótki okres ma się do dorobku artystycznego tradycyjnej sztuki?

Najczęstszym zarzutem wobec sztuki cyfrowej jest fakt, że jest powtarzalna, w łatwy sposób reproduktywna i pozbawiona ludzkiego czynnika np. w postaci niedoskonałości. Doświadczając prac cyfrowych można ulec wrażeniu, że są w pewien sposób oderwane od twórcy i zostały wykonane przez program AI, przez co tracą na autentyczności. Dodatkowo wielcy artyści spędzili wiele lat na uczeniu się sztuki malarskiej, pisarskiej czy sposobu wyrażania emocji na scenie. Jak to jest, że można na tym samym piedestale posadzić twórców cyfrowych, którzy „naklikali” coś w komputerze?

Jak można wywnioskować, młodość sztuki cyfrowej jest jej największą wadą. Często przez brak znajomości specyfiki tej dziedziny, można dojść do mylnej interpretacji, że digital art nie wymaga znajomości estetyki, podstawowych umiejętności malarskich czy talentu. Krótki staż sztuki cyfrowej podważa też jej autentyczność i powagę. Jej popularność często ma znamię powtarzalności, przez co trudno społeczeństwu docenić takowe prace. Natomiast trzeba również spojrzeć na tą sytuację z drugiej strony.

Sama nauka konkretnego opragramowania nie jest łatwym zadaniem. Już nie wspominając o latach praktyki, która uczy człowieka znajomości obecnych trendów czy estetyki (w przypadku, gdy artysta wykonuje prace na zlecenia). Jest to kwestia dostrzeżenia piękna i artystycznego kunsztu w zupełnie innym rodzaju prac. Oczywiście nie każdemu się ono spodoba i nie wszyscy docenią złożoność i wieloaspektowość np. grafik 3D – ale to dobrze, sztuka nigdy nie podobała się każdemu, byłaby wtedy po prostu nudna.

Sztuka cyfrowa jako odnoga tradycyjnego kunsztu artystycznego czy zupełnie osobna dziedzina?

Jak to w życiu bywa, wiele rzeczy można zrobić ad hoc. Każdy z nas może zainstalować odpowiedni program graficzny i stworzyć podstawową grafikę. Z łatwością wykonamy również podstawową linię perkusyjną w oprogramowaniu muzycznym czy wypełnimy kolorami ilustracje z presetów. Tylko czy to czyni z nas artystę? Zdecydowanie nie. Niezmiennie w dyskursie o sztuce niezwykle ważny jest przekaz płynący od artysty, który za pomocą wybranego narzędzia ekspresji, przedstawia z wykorzystaniem swojego artystycznego doświadczenia. Dochodzimy do momentu gdzie postawię tezę, że programy takie jak komputer, tablety graficzne i inne urządzenia to tylko narzędzia – tak samo istotne jak pędzel, sztaluga i farby. Tylko od nas zależy w jaki sposób z nich skorzystamy. Efekt końcowy może nas zachwycić, rozczulić lub znużyć i odrzucić.

Odpowiadając na pytanie – zdecydowanie można w takim razie uznać digital art za kolejne wcielenie pojęcia sztuki. I to niezwykle owocne, bo spójrzmy na sytuację z drugiej strony, tej pozytywnej. Ile się wydarzyło w przeciągu tych paru minionych dekad! Postęp technologiczny zapewnił nam tak naprawdę nieskończone źródło coraz to ciekawszych prac, a także inspiracji. Każdy z nas może spróbować swoich sił na różnych frontach. Takie równouprawnienie w sztuce pozwala na zwiększenie jej przystępności, sprawia że przestaje być czymś niedostępnym i niezrozumiałym – powiększa to w takim razie prawdopodobieństwo zainteresowania się ludzi sztuką, a to zdecydowanie jest na plus w szerszym kontekście.

Sztuka cyfrowa jako paliwo napędowe całej technologii NFT

Zdigitalizowane dzieła artystyczne mogą być przekazywane w o wiele prostszy sposób niż ich fizyczne odpowiedniki. W końcu to tylko pliki komputerowe, które z łatwością możemy przesłać drugiej osobie za pomocą komputera. Problem pojawia się w momencie, w którym wszystkie zdjęcia dostępne w internecie każdy może z łatwością pobrać i powielać w swoich publikacjach dalej, nie wspominając o autorze danego np. zdjęcia. Ciężko było takiemu procederowi przeciwdziałać z narzędziami dostępnymi w pierwszej dekadzie XXI wieku. Natomiast światełko w tunelu pojawiło się w momencie powstania pierwszych prototypów smart contract’ów, które pozwoliły w przyszłości stworzyć i rozpopularyzować wszystkim znane niewymienialne tokeny. Jest to dopiero raczkujące rozwiązanie ale na pewno wspomoże artystów w zakresie ochrony ich praw autorskich, w postaci chociażby tantiemów, które będą mogli otrzymywać z kolejnych sprzedaży danego dzieła.

Osoby zastanawiające się nad tym co było pierwsze, jajko czy kura w tym przypadku nie będą miały wątpliwości – dzięki rozwojowi sztuki cyfrowej, mamy teraz możliwość obserwowania rozkwitu technologii blockchain, której efektem są między innymi NFTs. Sam koncept jest jeszcze młody i dopiero stawiamy pierwsze kroki (może nie takie pierwsze, technologia się rozwija od 2013, ale efekt skali jest tutaj znaczącym czynnikiem). Natomiast można stawiać pierwsze tezy, że w przyszłości same cyfrowe wersje prac posłużą nie tylko do potwierdzania praw i autorstwa dzieł ale również do dekoracji i urozmaicania naszego cyfrowego świata!