Michał Cieślukowski

Michał Cieślukowski urodził się w 1991 roku, pochodzi z Augustowa gdzie się wychował, a od 9 lat mieszka i tworzy Warszawie. Zadaliśmy Michałowi parę pytań, dzięki którym możecie go bliżej poznać jako artystę i dowiedzieć się czegoś więcej o jego warsztacie artystycznym czy wykonanych pracach.

 

Czym jest dla ciebie twoja twórczość?

Swoją twórczość mógłbym, a nawet powinienem podzielić na 3 podstawowe kategorie, które przeplatają się w moim życiu w bardzo zawiły sposób. Na pozór trzy odrębne dziedziny, którymi zajmuje się już od wielu lat, z czego sztuki plastyczne, a w tym malarstwo są jednocześnie najstarszą i najmłodszą dziedziną, dzięki której mogę uzewnętrznić swoją prawdziwą, wrażliwą naturę. Mianowicie, zajmuję się sztuką plastyczną, rzemiosłem artystycznym i muzyką. Każda z tych trzech kategorii umożliwia mi uzewnętrznić inne pokłady emocji, dla których muszę, bo się uduszę, znaleźć jakieś ujście. 

Dlaczego sztuki plastyczne są jednocześnie najstarszą i najmłodszą dziedziną? A dla dlatego, że chęć tworzenia pojawiła się we mnie w momencie, w którym nauczyłem się trzymać kredki w dłoni, a że nie pamiętam dokładnie ile wtedy mogłem mieć lat to załóżmy, że od 2 roku życia. Teraz sobie przypomniałem, że wtedy nie potrafiłem wypowiedzieć słowa "rysować". Mówiłem, że idę "świrować" - i tak świruję do dzisiaj. 

Już od małego wszystko dookoła mnie było tworzywem, które mogłem "przemienić" w co tylko chciałem. Mama opowiadała, że gdy siostry zabrały wszystkie zabawki to nie płakałem, tylko bawiłem się korkiem od butelki wyobrażając sobie, że to statek kosmiczny. Gdy podrosłem to wkradałem się do garażu dziadka i zbijałem z desek pistolety. 

Przez całe dzieciństwo rysowałem, bardzo dużo rysowałem. Miałem nawet nauczyciela. Nie był to jednak zwykły nauczyciel. Był to, chcąc nie chcąc kolega moich rodziców, który jednocześnie był kryminalistą po odsiadce. W więzieniu przeczytał wiele książek i nauczył się tam rysować i robić tatuaże. Po wyjściu z więzienia, przychodząc do mojej mamy na kawę zauważył, że dużo rysuje. Postanowił więc uczyć mnie podstaw rysunku, kompozycji, światłocieni za darmo. Pamiętam też jego pytanie - wiesz dlaczego uczę Cię za darmo? - po kilku błędnych odpowiedziach w końcu powiedział mi, że dlatego bo widzi, że kocham to robić. 

W gimnazjum moja ukochana nauczycielka od sztuki Pani Lena Olechowska była drugą osobą, która doceniła moją chęć tworzenia i zorganizowała mi w szkole wystawę. Nie musiałem nawet pisać kartkówek z historii sztuki, za co cała klasa była na mnie obrażona, hehehe... 

Następnie poznałem muzykę i zapragnąłem grać na perkusji. Czułem wtedy że to jest moje przeznaczenie. Swój pierwszy zespół założyłem w liceum plastycznym im. Artura Grottgera w Supraślu. Pokochałem ten rodzaj uzewnętrzniania emocji, które we mnie buzowały nie do zniesienia. Gdy mnie usunięto dyscyplinarnie z tej szkoły, bo nie byłem grzecznym chłopcem, porzuciłem sztuki plastyczne na rzecz muzyki. Poszedłem do pracy. Byłem pomocnikiem konserwatora zabytków. W ten sposób zaprzyjaźniłem się z rzemiosłem artystycznym. Nauczyłem się pozłotnictwa, a później stolarstwa. 

Zamieszkałem w Warszawie. 

W końcu znalazłem się w momencie swojego życia, w którym zawodowo robiłem meble, współtworzyłem jako perkusista zespół Krůk, z którym nagrywaliśmy płyty i koncertowaliśmy oraz wróciłem do malarstwa. Gdy zespół się rozpadł rok temu, całą swoją moc tworzenia włożyłem w malarstwo i stolarstwo. Więc moja twórczość jest dla mnie wszystkim, całym moim światem. Całe życie naiwnie uciekam od kapitalizmu w świat wyobraźni i robienia rzeczy. 

 

Gdzie szukasz inspiracji?

Mam osobowość wysoko wrażliwą. Wierzę, że wszystko jest połączone jakąś dziwną energią. Inspirację bardziej czuję niż widzę. A, ze widzę tylko jednym okiem to umiejętność jej odczuwania okazała się bezcenna. Może czuję więcej właśnie dlatego, że widzę mniej? Nie wiem... Inspirację przychodzą do mnie z mojego wnętrza i wnętrza innych ludzi. 

 

Jak zaczęła się twoja przygoda z malarstwem?

Jak wspomniałem wcześniej rysowałem od dzieciaka. Jednak to nie malarstwo. Z malarstwem na poważnie spotkałem się w liceum plastycznym. Nie do końca za tym przepadałem bo mi nie wychodziło. Moja profesorka od malarstwa zawsze była sceptycznie nastawiona do mnie i mojego malarstwa. Gdy mnie wyrzucono ze szkoły porzuciłem je na rzecz wcześniej wspomnianych rzeczy. W 2016 roku mieszkając już w Warszawie na starej Ochocie poczułem w sobie pustkę, którą potrzebowałem wypełnić. Postanowiłem pojechać do sklepu plastycznego by kupić w nim farby, pędzle, sztalugę i płótno. W ten sposób powstał "Autoportret". Od tamtej pory malarstwo zagościło w moim życiu na stałe. Dzisiaj maluję już regularnie. Czuję, że każdy następny obraz mnie rozwija. Lubię to robić. Niezależnie od tego co usłyszę nie zamierzam przestać. 

 

Qua vadis sztuko.. Jak myślisz dokąd ona zmierza?

To jest trudne pytanie. W szczególności, że nie jestem wytrawnym znawcą sztuki. Odpowiem tak jak czuję, a swojej intuicji ufam. 80 lat temu znaleźliśmy się w momencie w którym nie wierzono, że sztuka w Polsce w jakikolwiek sposób do nas wróci.  Zaczęto więc tworzyć sztukę abstrakcyjną i snuć idee.  Współczesna sztuka począwszy od malarstwa, muzyki, form wielowymiarowych, teatru, form użytkowych, literatury ma wiele kierunków. Są formy przejrzyste, dosłowne, zrozumiałe. Są również mniej zrozumiałe, w których forma i technika nie są tak ważne jak idee, które za sobą niosą. Twórczość artystów wszystkich pokoleń jest cichym krzykiem i czuję, że zmierza ku uwolnienia się, tak zwyczajnie od tego co nas gnębi, a każde z nas ma swoje odrębne demony. Dlatego jedni korzystają z tego tworząc, a drudzy odczuwają to co inni stworzyli. W ten sposób pomagamy sobie wzajemnie żyć w harmonii.